Siłaczki - kadr z filmu
Kultura,  Rozwój

Rzeczpospolita kobiet

Nie będzie niepodległej Polski bez kobiet – wzywały polskie emancypantki przełomu XIX i XX wieku, które jeszcze pod zaborami walczyły o prawa dla wszystkich kobiet. Jednak dopiero odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku otworzyło drogę do spełnienia ich postulatów. Dzisiaj, po ponad 100 latach, sylwetki tych działaczek przypomina film „Siłaczki” w reżyserii Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego.

Przedpremiera tego fabularyzowanego dokumentu, na której byliśmy, miała miejsce 28 listopada 2018 r. – w setną rocznicę uchwalenia przez Józefa Piłsudskiego równych praw wyborczych dla kobiet i mężczyzn. Natomiast oficjalna premiera „Siłaczek” odbyła się 26 stycznia 2019 roku, w równo sto lat od wprowadzenia pierwszych posłanek do sejmu.

Jest to pierwsze dzieło w historii naszej kinematografii, które za temat obrało losy polskich emancypantek. I pokazuje, jak trudno było im zabierać głos w kobiecej sprawie w kraju, który nie istniał wtedy na mapie.

Zakazana niezależność

W świecie zachodnim w XXI wieku prawa kobiet uważamy za tak oczywiste, że nawet nie zastanawiamy się nad faktem ich istnienia. Kobiety mają dziś dostęp do szkolnictwa wyższego, mogą pracować, posiadać własny majątek, samodzielnie decydować o zawarciu związku oraz posiadaniu dzieci. A przecież ta niezależność kobiet nie była normą w dawnych czasach i, podobnie jak wolność, nie jest też dana raz na zawsze.

„Praw się nie dostaje,
prawa się zdobywa w walce!”

Zofia Daszyńska-Golińska

Jeszcze w XIX wieku Polka nie miała prawa do samodzielnego wyboru małżonka, a po ślubie bez zgody męża nie mogła podejmować pracy zawodowej, dysponować własnym majątkiem, swobodnie podróżować, zawierać umów, ani występować w sądzie. W małżeństwie kobieta nie miała głosu w decydowaniu o sposobie wychowania dzieci, a po śmierci męża nie mogła stanowić o ich losie. W tych warunkach nie było nawet mowy o prawie kobiet do głosowania, a co dopiero o otwieraniu dla nich uniwersytetów.

Pocztówka Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich z ilustracją kobiety zrywającej łańcuch i napisem "Głosowanie powszechne jest dopiero wówczas gdy i kobiety głosują!"
Pocztówka Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich
Źródło: Biblioteka Narodowa (https://polona.pl/)

Niezależność kobiet była więc wtedy zakazana, nie tylko konserwatywnymi normami społecznymi, ale przede wszystkim restrykcyjnym prawem, które na tych normach bazowało (Kodeks Napoleona oraz przepisy prawne państw zaborczych).

Dziś często nie pamiętamy o tych kobietach, które dla współczesnej generacji wywalczyły prawa do samostanowienia. Jednakże film „Siłaczki” tę pamięć przywraca i dlatego też warto się z nim zapoznać!

Kobiety niepodległe

Pokazane w filmie dążenia polskich emancypantek przełomu XIX i XX wieku wykraczały poza żądanie prawa do głosowania (jak w przypadku brytyjskich sufrażystek). Polki walczyły o równorzędną pozycję kobiety i mężczyzny w życiu publicznym, zawodowym i prywatnym, o równą płacę za równą pracę, o dostęp do szkolnictwa wyższego, o poprawę warunków pracy kobiet oraz o lepszą ochronę zdrowotną dla matek i dzieci. Ponadto działaczki sprzeciwiały się prostytucji, domagały się zamknięcia domów publicznych oraz postulowały profilaktykę chorób wenerycznych.

Oficjalny zwiastun filmu „Siłaczki” (2018)

Postulaty te oznaczały więc walkę kobiet o prawo do samodzielnego decydowania o kształcie własnego życia. Niezależnie od różnic światopoglądowych, które występowały między ówczesnymi działaczkami społecznymi i politycznymi, działały one na rzecz godnej i „bez różnicy płci” pozycji kobiet w społeczeństwie. A podporządkowanie wszystkich ówczesnych wysiłków społeczno-politycznych sprawie niepodległości Polski i powszechny kult Matki Polki wcale nie ułatwiały im tego zadania.

Postulaty polskich emancypantek próbowano deprecjonować zarówno ze strony polityków prawicy, jak i lewicy. Pojawiały się argumenty, żeby „nie przeszkadzać” i całkowicie poświęcić się sprawie narodowej, a publiczne obrady kobiet nazywano pogardliwie w prasie „kurzymi kongresami” okraszając je złośliwymi karykaturami.

Publiczne obrady kobiet nazywano pogardliwie w prasie „kurzymi kongresami” okraszając je złośliwymi karykaturami.

„Polska kobieta ma skłonność do poświęceń i rezygnuje z własnych interesów, dlatego sprawa kobieca dotąd jest nierozwiązana”- oceniała istniejący status quo Paulina Kuczalska-Reinschmit, czołowa emancypantka z grupy warszawskiej.

Na szczęście, działaczki sprawy kobiecej nie poddały się presji społecznej i politycznej oraz były niezwykle zdeterminowane w swych dążeniach. Ich ogromna odwaga cywilna w głoszeniu swoich poglądów brała się stąd, że wiedziały, iż walczą nie tylko o prawo kobiet do samostanowienia, ale również o donośną kwestię ustroju społeczno-politycznego Polski, który miał nastać po I wojnie światowej. Emancypantki chciały, by polski powrót do niepodległości zapewnił równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Wiedziały przy tym, że tylko od ich determinacji zależy, ile praw dla kobiet wywalczą w nowym ustroju.

Filmowa scena delegacji emancypantek pod przewodnictwem Justyny Budzińskiej-Tylickiej do Józefa Piłsudskiego w 1918 r.
Filmowa scena delegacji emancypantek do Józefa Piłsudskiego w 1918 r. (fot. Kamil Gozdan)

Polskie bojownice

„Idea wyzwolenia kobiety łączyła się ściśle z dążeniem do wyzwolenia narodu, z żarem największego patriotyzmu, największych ofiar w imię dobra ojczyzny” – pisała w 1930 roku Cecylia Walewska z pasją przedstawiając ówczesne bojownice o sprawę kobiecą. I właśnie to ścisłe połączenie potwierdzają fascynujące życiorysy czołowych polskich emancypantek, które szerzej przedstawiono w filmie:

Maria Dulębianka, utalentowana malarka (uczennica Jana Matejki) i wieloletnia partnerka Marii Konopnickiej, pokazała jak kreatywnie walczyć o prawa wyborcze kobiet w sytuacji ich braku. W ramach błyskotliwego happeningu, z profesjonalną kampanią i poparciem Stronnictwa Ludowego, wystartowała w 1908 roku w wyborach do sejmu Galicji i uzyskała 511 głosów (w tym tylko 100 od kobiet!). Jednak jej świetnie rokującą karierę w ruchu kobiecym przyćmiła przedwczesna śmierć, gdy zaraziła się tyfusem opiekując się z ramienia Czerwonego Krzyża rannymi polskimi żołnierzami podczas wojny z Ukrainą o Lwów.

Przemówienie wyborcze Marii Dulębianki z filmu „Siłaczki”

Kazimiera Bujwidowa – autorka słów, że celem życia kobiety nie może być tylko macierzyństwo, ale bycie „przede wszystkim człowiekiem i to człowiekiem zupełnym”- nie miała możliwości ukończyć wymarzonych studiów medycznych. Dlatego z ogromnym zaangażowaniem torowała drogę dla pierwszego pokolenia studentek tego kierunku. Usłyszała wtedy od jednego z profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, że „prędzej mi włosy na dłoni wyrosną, aniżeli na medycynę wstąpi jakaś studentka”. Okazało się wkrótce, że dłoń tę musiał podać jej córce, absolwentce medycyny.

Justyna Budzińska-Tylicka już jako uczennica pokazała swój charakter zwymyślając rosyjskiego nauczyciela, który po pijanemu urągał Polsce. Ciężko pracując zdobyła we Francji wykształcenie lekarskie, a podczas podróży do Królestwa Polskiego przewoziła nielegalne publikacje, przez co dostała się na czarną listę władz carskich. Gdy wreszcie osiadła w Krakowie, zaangażowała się w ruch kobiecy propagując aktywność fizyczną kobiet, walcząc z alkoholizmem oraz tworząc pisma z zakresu higieny oraz ochrony pracujących matek. Pod jej przewodnictwem w listopadzie 1918 roku, zebrała się pod willą Piłsudskiego grupa działaczek i stukając parasolkami w okno domagała się równych praw wyborczych dla kobiet i mężczyzn. Jak wiemy, cel ten osiągnęły.

Solidarność Siłaczek

Kluczem do sukcesu emancypantek była ich niesamowita solidarność. Walczyły o kwestię kobiecą ponad podziałami politycznymi, a ich dzieło nie jest efektem pracy jednej liderki ruchu. I dlatego rezultaty, które uzyskały, były bez porównania skuteczniejsze niż prospołeczne, ale samotne, działania tytułowej Siłaczki z opowiadania Stefana Żeromskiego.

To do tej tragicznej postaci literackiej nawiązuje tytuł filmu. Gdy bohaterka opowiadania Żeromskiego umierała zmorzona chorobą i przepracowaniem, zakochany w niej doktor powiedział: „Niemądra byłaś! Tak żyć nie tylko nie można, ale i nie warto. Z życia nie zrobisz jakiegoś jednego spełnienia obowiązku: zjedzą cię idioci, odprowadzą na powrozie do stada, a jeśli się im oprzesz w imię swych głupich złudzeń, to cię śmierć zabije najpierwszą, boś za piękna, zbyt ukochana”.

Na szczęście działalność polskich emancypantek, mimo że rozpoczęła się w podobnym czasie, gdy ukazało się to opowiadanie S. Żeromskiego (koniec XIX wieku), to zakończyła się bezsprzecznym sukcesem. Osiągnęły one swoje cele w formalnej, prawnej przestrzeni. Dla porównania Francuzki czekały na prawa wyborcze do 1944 roku, natomiast Szwajcarki aż do 1971 roku (a w jednym z kantonów aż do 1990 roku!). Jednocześnie polskie działaczki doskonale zdawały sobie sprawę z faktu, że praca nad zmianą świadomości społecznej potrwa jeszcze wiele dekad.

Plakat wyborczy w filmowej scenie wiecu wyborczego Marii Dulębianki z 1908 r.
Filmowa scena wiecu wyborczego Marii Dulębianki z 1908 r. (fot. Aleksandra Rózga)

Również dziś, w 2019 roku, większość postulatów XIX-wiecznych emancypantek jest nadal aktualnych, a współczesne kobiety mają wobec tego pokolenia ogromny dług wdzięczności. Ciągle aktualne jest także hasło jednej z działaczek tamtych czasów, Zofii Daszyńskiej-Golińskiej: „praw się nie dostaje, prawa się zdobywa w walce!”.

Pokazy filmu „Siłaczki” nadal trwają w wielu miastach Polski oraz za granicą. Znajdź informację o najbliższym seansie na profilu twórców: https://www.facebook.com/filmSILACZKI/

P.S. Serdecznie dziękujemy reżyserom filmu „Siłaczki” – Marcie Dzido i Piotrowi Śliwowskiemu – za udostępnienie zdjęć z planu filmowego do publikacji na blogu. Więcej na temat filmu przeczytasz na jego oficjalnej stronie: http://silaczki.org.pl/.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *