Wywiady z Zasadami

Kosmetyki z roślin i pasji


O mocy roślinnych receptur, o niemydlących oczu składach swoich kosmetyków i o wyzwaniach niezależności biznesowej opowiada nam dzisiaj Katarzyna Chojnacka – właścicielka Pracowni Mydła Mydliszka. W naszym Wywiadzie z Zasadami przeczytasz, jaką przeszła drogę od farmaceutki szukającej rozwiązań dla swoich pacjentów do stworzenia własnej manufaktury kosmetycznej opartej na pasji do natury.


Pani Katarzyno, jest Pani właścicielką Pracowni Mydła Mydliszka, gdzie spod Pani ręki wychodzą naturalne kosmetyki bazujące na roślinnych surowcach. Jednocześnie ma Pani wykształcenie i doświadczenie farmaceutyczne. Proszę opowiedzieć, jaka jest historia powstania Pani biznesu kosmetycznego?

To… życie.

Kiedy byłam małym dzieckiem… Haha… Nie, nie ta bajka… Nie kręciłam maści z piasku w foremce dolewając hydrolatu z wiaderka marząc o zostaniu kosmetologiem. Miałam inne pomysły. Jeśli chodzi o historię biznesu kosmetycznego, to wydaje mi się, że sad za domem dziadków to był początek – jeszcze w mojej głowie.

Teraz, kiedy zamknę oczy i widzę tamte łąki nad rzeką Mogielanką, las, zakola rzeki, to wydaje mi się, że to środowisko, które przez człowieka w 50 lat zostało unicestwione, próbuję podświadomie i na swój sposób je odtworzyć, powstrzymać system.

Do mojej apteki, jak do każdej, trafiali ludzie z problemami. Szukałam rozwiązań. Kiedy w wieku 27 lat zachorowałam, przez wiele lat nie mogłam dobrać kosmetyków i również dla siebie szukałam rozwiązań. W rodzinie od lat walczyliśmy z chorobami skóry i potrzebowałam prostych maści oraz środków czyszczących bez dodatków nasilających nasze dolegliwości. Na rynku nie było łatwo je zdobyć. Powstawały więc w recepturze w mojej aptece. 

Okazało się, że pacjenci mają te same problemy. Mieszkamy blisko rafinerii i ilość osób mających alergie oddechowe i skórne jest większa niż gdziekolwiek indziej. Cieszyło mnie, że pacjenci wracali czując ulgę.


Skąd wziął się pomysł na nazwę Mydliszka?

Naturalnie od mydlenia. Oczywiście musiałam wnieść akcent femme fatale – chociaż w nazwę. Czasami w słuchawce słyszę: „Czy to Modliszka?”.


Co było największym wyzwaniem na początku tworzenia Mydliszki?

Mydliszka miała możliwość urodzić się „siłami natury”. Powolutku ewoluowała. Początkowo wykorzystałam pomieszczenie obok apteki tworząc w nim pierwszą pracownię. Mogłam zacząć oficjalnie tworzyć kosmetyki. Pierwsi klienci to oczywiście klienci apteki. Regał zajmował coraz więcej miejsca, a moje myśli i energia też powoli bliższe były Mydliszce niż aptece.

Choroba mojej mamy spowodowała u mnie kompletne wypalenie zawodowe. To uświadomiło mi, że trzeba się rozwijać, być szczęśliwym i dawać radość innym. Sprzedałam aptekę. Pracownię stworzyłam przy domu. Stałam się osobą całkowicie niezależną.

Fot. Mydliszka


Kiedy opuściłam aptekę, nie miałam pewności w jaki sposób będę sprzedawać swoje produkty. Wydawało mi się całkiem naturalne, że mój klient jest też w aptece, bo stamtąd się wywodzi. Ale nie miałam wtedy zbytnio czasu nad tym się zastanawiać, bo właśnie spora firma farmaceutyczna zamówiła, jak dla mnie olbrzymią, ilość zestawów prezentowych i pochłonęła mnie praca.

Ale już pierwszego dnia po zamknięciu apteki wpływały do mnie zamówienia telefoniczne i narzekania, że klienci nie mają gdzie się zaopatrzyć. Jakże miłe było, że drążyli w aptece sieciowej, aż zdecydowano się w tym punkcie wprowadzić moje produkty.


Co stanowi dla Pani inspirację przy tworzeniu produktów?

W dużej mierze produkty powstawały jako odpowiedź na konkretne problemy.

Masło hipoalergiczne do ciała – można się domyślać, że przez kilka lat skład testowany na mnie, rodzinie i znajomych. Mydło dziegciowe – kiedy pacjentka przyszła po kuracji dwoma jego wersjami i powiedziała, że nie było tak dobrze od 30 lat, prawie płakałyśmy. Mydło węglowe – zwalczyło zmiany trądzikowe u dziecka pacjenta, i tak dalej…

Teraz zadania dostaję od synów i ich ukochanych – odżywka do brwi to pomysł Julii.



Jakiej zasadzie hołduje Pani przy produkcji kosmetyków?

Każdy surowiec, który wykorzystuję do stworzenia kosmetyku ma swoje wady i zalety. Ma określone właściwości. Czy to będzie masło kakaowe, olej z pestek malin czy jakiś inny drogocenny olej. Uważam, że nie byłoby uczciwe stosowanie małych stężeń cudownych surowców, powoływanie się na jego homeopatyczne działanie i robienie mydlącego oczy składu.

Stosuję dobrej jakości proste surowce o określonych właściwościach, będące odpowiedzią na konkretne problemy.

Katarzyna Chojnacka – Pracownia Mydła Mydliszka



Stosuję dobrej jakości proste surowce o określonych właściwościach, będące odpowiedzią na konkretne problemy, działające w konkretnych, pomocnych stężeniach. Jeśli w składzie kremu w 20-gramowym w opakowaniu jest 30 naturalnych składników, to żaden surowiec nie ma prawa wykazać właściwego działania.


Jakimi kryteriami kieruje się Pani przy doborze surowców, z których powstają kosmetyki?

Przede wszystkim są to wyłącznie surowce roślinne, mineralne – nie zawierają produktów pochodzenia zwierzęcego i nie były na zwierzętach testowane.

Nie używam też miodu, wosku pszczelego – staram się docenić woski roślinne. Najlepiej jeśli pochodzą z bliska, ale niestety w naszym klimacie stałe tłuszcze roślinne raczej nie występują, więc wybieram takie, które jak najmniej szkód przynoszą naszej planecie. Nie stosuję również oleju palmowego pod żadną postacią.

Nie używam żadnych pochodnych ropy naftowej – raz dlatego, że nie jest to najlepszy wybór dla skóry, dwa ze względów ekologicznych.

Staram się wybierać surowce, o których można powiedzieć, że bezpiecznie by było je zjeść.

Rośliny to też surowce. Te, które stosuję, z reguły odpowiadają normom obowiązującej Farmakopei [kodeksu aptecznego – red.]. Mają rejestrację leku. To nie snobizm, tylko gwarancja zawartości substancji leczniczych, również olejków eterycznych. Rośliny pachną i kosmetyki dzięki temu też długo zachowują zapach roślin oraz gwarantują oczekiwane właściwości.


Który produkt Mydliszki cieszy się wśród klientów największą popularnością?

Klienci, którzy już mnie znają, doskonale reagują na wszystkie nowości. Bez oporu kupują, sprawdzają, w listach opisują.

Największe kontrowersje budzi mydło do mycia warzyw i owoców. Oczywiście nie usiadłam i nie wpadłam na pomysł: „O, zrobię takie mydło”. Powstało na początku pandemii, kiedy liczyliśmy wszyscy, że ominie nas ona szerokim łukiem.

Kiedy we Włoszech, w Hiszpanii pandemia już szalała, stamtąd do mojej Safety Assessor [tj. osoby odpowiadającej za bezpieczeństwo kosmetyków – red.] zadzwoniła zapłakana i przerażona koleżanka. Błagała, żeby ta coś wymyśliła, bo godzinę już szoruje rzeczy przyniesione ze sklepu, warzywa polewa wrzątkiem i czuje się bezsilna. To był produkt wprowadzony błyskawicznie, bo działanie tej receptury miałam przetestowane w domowym zaciszu od kilku lat.

Sprawdziło się to mydełko w przeróżnych sytuacjach poza skutecznym myciem żywności: do kąpieli czworonogów, odplamiania, mycia drewnianych tarasów, samochodów, prania tapicerki – klienci mają doskonałe pomysły na jego wykorzystanie.

Największą satysfakcję sprawiają mi kosmetyki poprawiające ludziom komfort życia.

Katarzyna Chojnacka – Pracownia Mydła Mydliszka


Mnie nadal chyba największą satysfakcję sprawiają kosmetyki poprawiające ludziom komfort życia, na przykład mydło dziegciowe, masło do ciała hipoalergiczne, ale też proszek do prania, czy doskonale odplamiające mydło kokosowe.

Są takie produkty, które już stają się filarem: mydło lawendowe zostało rozpropagowane przez panią pracującą w laboratorium. Kupowała u mnie zawsze kilka kostek chwaląc, że środki odkażające, których używają w laboratorium, przestały wysuszać jej dłonie od kiedy zaczęła używać tego mydła. Masło do ciała pomarańczowe – pierwsze pachnące i nadal moje ulubione – jest podobno uwielbiane przez psy i namiętnie zlizywanie z nóg właścicieli.

Masło mango – uwielbiane przez znajomą, która opowiedziała, że prawie przypłaciła życiem miłość do niego. Gdy chodziła z córką w wakacje do stajni, córka jeździła, a ona ze znajomą chodziły oglądać inne, odpoczywające konie. Cieszyła się, że tak ją lubią i miziają po szyi. Któregoś dnia jeden z koni ugryzł ją w szyję z tej miłości. Wyglądało to dosyć niebezpiecznie. Okazało się, że to słodki zapach masła wyzwolił w nim te uczucia, a nie tylko powierzchowność mojej znajomej.


Proszę powiedzieć, jak dalece pandemia Covid-19 wpłynęła na Pani biznes?

Jak większość firm, przeniosłam się do internetu. Klienci, z którymi spotykaliśmy się na kiermaszach, teraz zamawiają przez internet, telefon lub próbują zaopatrzyć się w aptekach, które posiadają nasze produkty. Nie ma bezpośredniej rozmowy, ale mam nadzieję, że już niedługo znowu się zobaczymy.


Jak można wesprzeć Pani biznes w tym trudnym dla wszystkich czasie?

Wpaść do mnie, chociaż na chwilkę na mydliszka.pl, powiedzieć znajomym, że istnieję, kupić dla Babci zestaw na święta.


Życzymy zatem dalszego rozwoju Pani biznesu i dziękujemy za rozmowę!

Fot. Mydliszka